-Hej!
Krzyknęłam od progu.
- Cześć Carl. Jestem w salonie jakby co.
-Okey.
Rozebrałam buty i poszłam do niego. Usiadłam na kanapie i położyłam nogi na stole.
-Nogi mi odpadają od tych szpilek.
Zaśmiałam sie.
-Nie dziwię sie. Tak cały dzień na nich. ohohooo. Musi być ciężko.
Obydwoje sie zaśmialiśmy.
- I jak? Pozałatwiałeś wszystkie sprawy? Powiedz, że przywiozłeś mi moje ciuchy błagam powiedz to.
Uśmiechnęłam sie błagalnie.
-Tak. Jasne, że przywiozłem. Wszystko położyłem na łóżku w sypialni. I jak było na zajęciach?
- Fajnie było. Katherine chciała ze mna rozmawiać, ale chyba nie sądziła, że po tym co mi zrobiła będę chciała z nią rozmawiać.
- No nie dziwię ci się. To co robimy? Oglądamy tv?
- Tak tylko pójdę sie przebrać.
Uśmiechnęłam sie i poszłam do jego sypialni ubrać luźniejsze ciuchy niż ta sukienka. Wyciągnęłam z szafy ubrania i wskoczyłam w nie szybko, włosy rozpuściłam i spięłam tylko grzywkę. Wyglądałam tak:
Wróciłam do salonu i ponownie usiadłam obok przyjaciela. Serial się zaczął. Oglądałąm go i nie odrywałam oczu od tv,ale zaczęłam rozmowę:
- Widziałam się dzisiaj z Harry'm...
Powiedziałam cicho.
-Po co?
Robił tak samo jak ja. Nie oderwał oczu od telewizora. Ale teraz ja na niego spojrzałam.
- Musiałam mu powiedzieć prosto w oczy co o nim myślę. Ale gdybyś widział jego minę. Myślał, ze nie wiem o zdradach.
Zaśmialiśmy się.
- No to musiał być niezły widok. Na pewno go zamurowało, bo to taki twardziel. Pewnie żadna jeszcze z nim nie zerwała.
Znowu się zaśmiałam.
-No tak. To zazwyczaj on je rzucał po jednej nocy.
Mieliśmy bardzo dobre humory. Ktoś nagle głośno i mocno zapukał do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie i nie wiedzieliśmy o co chodzi. Osoba za drzwiami chyba na prawdę chciała sie tutaj dostać. Natarczywie pukała. David wstał i poszedł otworzyć drzwi.
- Gdzie ona jest?!
Usłyszałam męski głos. Od razu go rozpoznałam. To przecież Harry.
Poszłam do drzwi.
- Coś nie tak? Czegoś nie rozumiesz? Z nami koniec. jeżeli wgl dla ciebie kiedyś istnieliśmy.
- Nie mozesz mnie zostawić.
-Niby czemu? Mogę! To ty mnie zdradzałeś! Nie możesz mi nic zarzucić!
-Nie możesz bo będziemy mieli dziecko.
Spojrzałam na niego. *Skąd on to wie?!* Później spojrzałam na David'a. Pokazałam, że ma wrócić do salonu. Odszedł.
- Skąd to wiesz?
Powiedziałam patrząc na Harry'ego. Wpuściłam go do środka bo nie chciałam żeby robił awanturę w klatce.
- Dzisiaj Katherine znalazła test ciążowy i do mnie zadzwoniła.
- Nie chce o niej słyszeć okey? Robiłam test i co z tego? To że jesteś ojcem teoretycznie nie znaczy, ze będziesz praktycznie. Nie mam zamiaru mówić dziecku kto jest jego ojcem. Na pewno nie powiem, że to ty. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
- Nie możesz tego zrobić. Prawnie jestem ojcem więc musisz mi się dać z nim widywać.
- Dobra Harry spadaj. Skąd wiesz, ze to ty jesteś ojcem hm?
- Bo ze mną byłaś. Kto inny nim może być?
Spojrzałam na niego.
- Nie mów, że ten tu.
Pokazał na salon.
- Wiesz co.. Jeżeli masz go obrażać to wynoś sie stąd. Nic do ciebie nie dotarło? Mam cię dość. Nie chcę cie znać.
- Jak dziecko się urodzi to zrobimy testy i wtedy się dowiemy.
- Nie zrobimy bo ja wiem kto jest ojcem.
Harry wyszedł a ja zamknęłam za nim drzwi. Usiadłam obok David'a i oglądaliśmy dalej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz