~*~
Kolejnego dnia obudziłam się parę chwil po 7. Harry spał, wstałam i poszłam zajrzeć do Darcy, ta też słodko spała. Zrobiłam sobie szybko śniadanie, ubrałam się, uczesałam i umalowałam. Kiedy byłam gotowa przyszła pani Alice. Zapłaciłam jej już za cały dzień, ale powiedziałam też, że Harry jest w sypialni i jakby mogła być cicho żeby oboje się wyspali. Powiedziałam, że może korzystać ze wszystkiego, a później tylko zając się małą. Pani Alice była starszą kobietą, miłą i do tego bardzo lubiła małe dzieci. Uśmiechnęła się, a ja pożegnałam ja uśmiechem i wyszłam na uczelnię. Spotkałam tam Arianę. Ciepło się przywitałyśmy, a po przerwie niestety każda musiała iść na lekcję. Umówiłyśmy się na następną przerwę. Miałam pierwszą lekcje w plenerze. Profesor miał za zadanie wytłumaczyć nam kilka podstaw barw i inne takie. Słuchałam go z ciekawością i bardzo chętnie oglądałam przyrodę. Większość mojej klasy była zainteresowana zupełnie czym innym. Po godzinie niestety lekcja się skończyła. Było na prawdę ciekawie. Wróciliśmy do budynku. Poszłam na ławkę spod jednej sali i czekałam na przyjaciółkę, kiedy ją zobaczyłam od razu się uśmiechnęłam.
- Ej ty śliczna widziałam waszą klasę na boisku szkolnym. Mieliście lekcję w plenerze?
Spytała siadając obok mnie. Zaśmiałam się.
- Tak. Najlepsza lekcja jaka może być na tej uczelni. no jeszcze malowanie na płótnie.
uśmiechnęłam się.
- Ja tam nie lubię plenerów, ale malowanie jest zdecydowanie super. Okey, a teraz poważny temat, mianowicie jak z tobą i Harry'm?
Spojrzałam na nią i oparłam się o ścianę.
- Przyszedł wczoraj... Ehh nie wiem czy mnie zrozumiesz, ale jak on o coś prosi, albo przeprasza... Ja czuję, ze robi to szczerze... Dałam mu jeszcze jedną szansę.
Ariana spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem, chciała coś powiedzieć, ale jej nie pozwoliłam kontynuując.
- Wiem, że on mnie zranił, ale też nie mogę wymazać tak po prostu mojego uczucia do niego. Kocham go nadal i chcę żeby moja córka białą obojga rodziców. Nie wiem jak to będzie, ale chce spróbować stworzyć szczęśliwą rodzinę, bo może Bóg właśnie dał mi na to szansę.
Patrzyła na mnie niedowierzanie i w końcu się odezwała.
- Carl wiem, że go kochasz, po prostu nie chcę żebyś znowu cierpiała tak? to jest dla mnie najważniejsze. Masz być w końcu szczęśliwa. A z Harry'm i tą całą drugą szansą jest twoim wyborem.
uśmiechnęła się promiennie. Mocno ją przytuliłam.
- I pamiętaj, że do mnie możesz przyjść w każdej sprawie.
Dodała po chwili. Wtedy zadzwonił dzwonek. Oderwałam się od niej i każda po pożegnaniu uśmiechem poszła w swoją stronę. Teraz miałam zajęcia teatralne. Dostaliśmy scenariusz do przedstawienia ,,Miłość niejedno ma imię'' Były już tam wypisane rolę. Każdy ponoć tam był. Znalazłam swoje nazwisko. Jak zwykle. Super. ciesze sie jak cholera. (sarkazm) Znowu mam główną rolę. Już o tym rozmawiałam z nauczycielem. Że powinien dać szansę innym dziewczyną. Ja jakoś nie czułam się w głównej roli. Poszłam za nim kiedy wszedł za kurtynę.
- Panie Baker. Możemy porozmawiać?
- Tak o co chodzi Caroline?
-Ehh.. Znowu obsadził mnie pan w głównej roli. Chciałabym żeby tym razem zagrał ją ktoś inny.
- Grasz świetnie. Sądzę, że się do tego nadajesz.
- Proszę pana. Każda dziewczyna zasługuje na szansę pokazania się, a nie tylko ja. Może to zagrać Lilly, albo Sarah, albo może nawet Jessica. Dlaczego za każdym razem ja?
- Słuchaj, jeżeli chcesz grać kogoś innego to zamień się z narratorką tak będzie ci pasowało? Sarah zagra twoją rolę, a ty jej.
- Dziękuję.
Poszłam do koleżanki z kółka.
- Hej Sarah. Może chciałabyś zagrać główną rolę? Pan Baker powiedział, że jeżeli się zgodzisz to możesz grać główną bohaterkę.
- Jasne czemu nie. Ale to na pewno był twój pomysł, bo pan Baker zawsze obsadza ciebie i rzadko zmienia zdanie.
- Tak to mój pomysł. Nie chce za każdym razem grać głównej roli.
- Dziękuję. Jesteś taką wspaniałą dziewczyną.
Przytuliła mnie, a ja się uśmiechnęłam.
- To masz mój scenariusz bo tam zaznaczone są już twoje sceny.
Zamieniłyśmy się arkuszami i wszyscy zaczęliśmy grać.
____________
No i to na tyle w tym rozdziale :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz