Po 22 Harry zaczął się zbierać. Staliśmy pod drzwiami mojego pokoju chyba pół godziny i co chwilę się żegnaliśmy. Ale później przypomniał nam się jakiś temat i tak go rozwinęliśmy. czyli dopiero po 22:40 Harry wyszedł z mojego pokoju, dał mi buziaka w policzek i zszedł po schodach. Czekałam aż wyjdzie z domu, a potem wróciłam do pokoju. Jednak kiedy się położyłam zachciało mi się jeść więc musiałam jakoś zejść na dół. Po 10 minutach byłam już w kuchni. Zaczęłam robić sobie kanapki. Gotowe postawiłam na stół, usiadłam i zaczęłam jeść. Przyszła Kathie z Brandonem.
-Jak ty tu zeszłaś sama?
Spytała zdziwiona przyjaciółka.
-No ejj... całkowicie kaleką nie jestem.. Poradziłam sobie.
-Smacznego.
Powiedział uśmiechnięty Brandon.
-dzięki.
Po 5 minutach skończyłam jeść i wstałam, dałam talerzyk i kubek do zmywarki i wolnym krokiem ruszyłam do pokoju.
-Katherine pleasee załatw mi te kule na jutro.
-Okey będą. Już Gadałam z Rebeką i jutro z samego rana ci je przywiezie żebyś mogła iść do szkoły.
-Dziękuje kochana. Brandon nie karz mi się męczyć zanieś mnie. Błagam.
Uśmiechnęłam się z nadzieją. Podszedł do mnie. Wziął na ręce i zaniósł do mojej sypialni.
-dziękuje ci... Szła bym po tych schodach kolejne 10 minut, a tak mam szybciej.
Uśmiechnęłam się- dziękuje już sobie poradzę.
-Nie ma za co. To idę.
Wyszedł z pokoju, zamknęłam się na klucz i poszłam do łazienki, Odwinęłam stopę i weszłam do wanny. Po 20-minutowej kąpieli wyszłam z łazienki, wyciągnęłam czysty bandaż, posmarowałam stopę i ją owinęłam. Strasznie bolała, ale musiałam dać radę. Położyłam się do łóżka i dzisiaj to ja napisałam do Harry'ego:
Odłożyłam telefon i ułożyłam się wygodnie.
~*~
Rano obudził mnie dzwonek do drzwi. Kathie nie otwierała. Jak ja miałam sobie poradzić? Krzyknęłam. Przyjaciółka usłyszała i poszła otworzyć drzwi. Rebeka przyniosła kule i od razu uciekła. Musiała się przygotować. Kathie przyniosła mi kule do pokoju. Od razu je złapałam i się dźwignęłam.
-Dzięki. jesteś kochana. Bynajmniej mogę iść do szkoły. Ty tez idziesz i dzisiaj będziesz moim kierowcą bo jedziemy autem. Nie dam rady autobusem.
Powiedziałam podchodząc do szafy. Wyciągnęłam ciuchy.
-Okey. to też idę się zbierać.
Odpowiedziała przyjaciółka i wyszła. Ja ruszyłam do łazienki. Przebrałam się, umyłam zęby, uczesałam włosy i wyszłam z łazienki. Zapakowałam torbę na dzisiejsze lekcje, wzięłam ją na ramiona i o kulach ruszyłam w dół. Rutynowo zjadłam śniadanie, a kiedy to zrobiłam Kathie wyjątkowo była już gotowa. Wyszłyśmy z domu, zamknęłyśmy go i wsiadłyśmy do auta stojącego w garagu.. Po 15 minutach byłyśmy pod szkołą. Przyjaciółka pomogła wysiąść mi z auta.
-Dziękuje, ale dalej sobie poradzę. Nie jestem całkowicie tak do końca kaleką. Dam sobie rade już. Zaparkuj gdzieś auto i przyjdź do szkoły.
Powiedziałam ruszając w stronę budynku. Każdy wypytywał co mi jest... Nie chciałam o tym za bardzo gadać. Powiedziałam, że był lekki wypadek, ale nic mi nie jest. Na szczęście dla mnie lekcja się zaczęła.. Musieliśmy dziś znowu malować na płótnie. Kochałam to, więc od razu zabrałam się do pracy.
_________
Komentujcie. Podoba sie?<3 br="">3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz